Naśladowanie Maryi

Maryjność ta jest tak głęboko zakorzeniona w istocie charyzmatu, że nazwanie Ruchu «dziełem Niepokalanej, Matki Kościoła» jest w pełni uzasadnione. Pragniemy, aby ta nazwa przyjęła się w Ruchu obok nazwy Ruch Światło-Życie”.        

                                                                          ks. Franciszek Blachnicki

W kolejnym roku pracy formacyjnej odkrywamy Sługę Bożego ks. Blachnickiego jako Sługę Niepokalanej. To też dobry czas, aby uzmysłowić sobie, jaką rolę odgrywa Niepokalana w naszym osobistym życiu.

Aby odkryć ile w moim życiu jest naśladowania Maryi, musiałam ją po raz kolejny poznać. Wiedziałam już, że była posłuszna Bożemu wezwaniu, aby zostać matką Syna Bożego, ale takie prawdziwe poznanie Maryi i towarzyszenie w jej życiu, a zarazem towarzyszenie Maryi w moim życiu przyszło wraz z podjęciem modlitwy pompejańskiej. Jako że miała to być nie tyle modlitwa błagalna zanoszona w pewnej intencji, ale przede wszystkim ćwiczenie hartu ducha i pewne wyrzeczenie, wyzwanie jakie sobie postawiłam na Bożą Chwałę, chciałam, by to była modlitwa szczególna, jak najbardziej skupiona na jej istocie, więc wybrałam „sposób oazowy”, aby modlitwę różańcową przez 40 dni odmawiać. I jak stwierdził nasz Założyciel,                     ks. Blachnicki:

„Dzięki metodzie „oazowej” odmawiania różańca staje się on naprawdę tym, czym ma być z istoty swojej, to jest modlitwą medytacyjną. Metoda ta zmusza do wysiłku wnikania w rzeczywistość zbawczą (…).”

40 dni codziennej medytacji razem z Maryją nad życiem jej i jej Syna pozwoliło mi odkryć co tak naprawdę nas łączy i na ile korzystam z wzoru jej życia, przenosząc go na moją codzienność.

Kilka miesięcy później razem z mężem zgłosiliśmy chęć przygotowania na spotkanie kręgu omówienia II drogowskazu Nowego Człowieka, co pozwoliło nam wspólnie przedyskutować, jak jako małżonkowie i członkowie Domowego Kościoła wcielamy w nasze życie wzorce pozostawione nam przez Maryję. Wówczas uświadomiłam sobie, jak wielką role odegrał w tym czas modlitwy pompejańskiej.

Niesamowicie pociąga nas w Maryi jej gotowość do służby – w pierwszym trymestrze ciąży, kiedy często kobiety bardzo źle się czują, podąża do swojej krewnej Elżbiety, by jej pomagać – nie zważa na swój stan, ale podejmuje trud drogi, czyni siebie bezinteresownym darem dla drugiej osoby. My też staramy się być darem dla innych, zawsze gotowi (w dzień i w nocy) nieść pomoc swoją obecnością, modlitwą, zasobami materialnymi – dla osób ze wspólnoty i spoza niej. Poczuwając się do odpowiedzialności za wypełnianie charyzmatu Ruchu inicjujemy osobiście lub realizujemy zaproponowane przez innych przedsięwzięcia – przede wszystkim w odpowiedzi na wielką miłość, którą ukochał nas Bóg poświęcając życie swojego Syna dla naszego zbawienia. Czymże wobec tego poświęcenia są nasze drobne dary czasu czy innych zasobów.  Wychodzenie z własną inicjatywą też jest podyktowane postawą Maryi, która na weselu w Kaanie Galilejskiej pokonując konwenanse i zakazy (kobiety wszak nie ucztowały wówczas z mężczyznami) – przychodzi do Jezusa i prosi o pomoc, gdy zabrakło wina. Dostrzega ludzką potrzebę i wychodzi jej naprzeciw – co sami staramy się realizować w codzienności.

Jest też wzorem radości, zaufania Bogu i dyspozycyjności – uczymy się mówić za Maryją: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa.” – a jednocześnie zgłębiamy to słowo, by wiedzieć, jaka jest wola Boża wobec nas, by w pełni to słowo wcielać w życie, również tak bezkompromisowo, jak zrobiła to Maryja. Jednocześnie nasze doświadczenia pokazują, że słowo to jest żywe i Pan realizuje swe obietnice, a wraz z wiarą przychodzi Jego błogosławieństwo: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane przez Pana.” Im więcej wiary w naszym życiu, tym więcej błogosławieństwa – również pod postacią duchowych i cielesnych uzdrowień – obydwoje zostaliśmy uzdrowieni fizycznie z pewnych dolegliwości, a nasz 8-letni wówczas syn został uzdrowiony z nasilonego atopowego zapalenia skóry – i w to tak naprawdę on najbardziej wierzył, że Pan wysłucha naszej modlitwy w tej intencji.

Jest też wzorem prawdziwej pokory – prawdy o samej sobie – nie boi się powiedzieć wprost: „Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia.”, wie, że jest „pełna łaski” i z radością przyjmuje ten zaszczyt, bo wie, że „wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny” – wie, że łaska, którą jest wypełniona to moc Boża, wie, że jest wyjątkowa, bo taką uczynił ją Bóg i nie pomniejsza swojej roli pod pozorem fałszywej pokory. My też staramy się stawać w prawdzie o sobie, dziękując Bogu za wszelkie dobre cechy, umiejętności, które nam dał, za to, że nas tak wspaniale stworzył i powołał na służbę Jemu, na szerzenie Królestwa Bożego, a jednocześnie wiemy, jak wiele pracy nad sobą przed nami, ale we współpracy z Bożą łaską walczymy o świętość.

Słowa „Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu.” uczą nas, jak rozeznawać nasze życiowe wybory – jak brać pod uwagę – rozważać w sercu – to co się dookoła nas dzieje i łączyć w całość, by wyciągać wnioski na przyszłość.

Naśladujemy też Maryję w uwielbieniu Pana wyśpiewując na Jego chwałę Magnificat, bo wielbią nasze dusze Pana i nie mogą wyjść z podziwu, jak misternie stworzył świat i nas, dając nam jednocześnie tak wielkie wyzwanie, jakim jest wolna wola i obdarzając nas zaufaniem, że tę wolność wykorzystamy na Chwałę królestwa Bożego.

A zgłębiając słowo Boże – na wzór Maryi – jesteśmy tego słowa coraz bardziej głodni – lektura Pisma Świętego to fascynujące odkrywanie pięknego zamysłu Bożego na ludzkie życie, jakby odczytywanie testamentu, który Bóg zostawił nam dziedzicom królestwa Bożego , a który czeka na wypełnienie – i my mamy być narzędziami w rękach Boga – dyspozycyjnymi jak Maryja, by słowo Boże wcielać w życie i z oddaniem je realizować – w mocy Ducha Świętego, którego świątynią jesteśmy.

Nie marzymy o wniebowzięciu, ale nie mielibyśmy nic przeciwko temu 🙂

Ewelina i Mateusz

P.S. Co prawda tej „instrukcji obsługi” nie znałam odmawiając nowennę Pompejańską, ale zachęcam do obejrzenia: