Z Bogiem zawsze zwyciężamy!

W namiocie spotkania – w Ewangelii poruszyły mnie łzy Jezusa. Zobaczcie, jak jest nam bliski, prawda? Poruszają Go do głębi nasze niewierności w małych sprawach. On chce nam dać życie w obfitości, prawda? Ale nic na siłę. Podchodzi do nas bardzo podmiotowo – chyba jak nikt w świecie umiejętnie i z pokorą szanuje naszą wolność.

Pragnę się z Wami podzielić, otóż ostatnio poruszyło mnie to, że zawsze powinniśmy być czujni. Gdzieś w sercu ciągle wybrzmiewa sformułowanie z litanii: „od zaniedbania natchnień Twoich – wybaw nas Panie”. Pan każdego dnia próbuje nam „coś” powiedzieć może przez ludzi, natchnienia, poruszenia, wydarzenia… Chrześcijanin to człowiek zachłanny, taki, który każdego dnia walczy z bylejakością, pozorami – wszędzie! Natomiast z Bogiem zawsze zwycięża!!! I to jest ta esencja dojrzałości chrześcijańskiej, prawda?

Historia z życia

W ubiegłym roku na rodzinnej modlitwie różańcowej nie mieliśmy intencji. I dzięki Bogu udało mi się pójść za natchnieniem, wypowiedziałam: „Obyśmy zawsze z Bogiem byli zwycięzcami”. Wieczorem nasz syn oświadczył, że będzie u nas oglądał mecz. Mamy niewielkie mieszkanie, więc byliśmy na siebie zdani. Zapytałam, a kto będzie grał? Z dziwnym, poważnym tonem usłyszałam, że mistrzowie – Szwabi kontra Polacy. A potem: „mamo, to będzie nudny mecz”. „Oj Kuba, Niemcy, których znam, to raczej Boga w sercu nie mają, a Polacy to raczej kraj, gdzie ludzie modlą się…”. Powiedziałam, że stawiam na naszych, że będzie 2:1. Oj, rozbawiłam syna. Na szczęście nie postukał się po głowie…. Następnego dnia córka, która nie oglądała meczu, rozkrzyczana wołała „nie tak Hitler uczył Niemców strzelać!, jak to się stało, bo wszyscy o tym piszą…” Polacy wygrali 2:0. Oj, chyba się domyślacie jaki był ciąg dalszy naszej rozmowy. A o co się modliliśmy? Pamiętajcie, z Bogiem zawsze jesteśmy zwycięzcami!!!

Wyobraźcie sobie, że ten  CUD WYGRANEJ i taka niepozorna modlitwa w zwyczajnej chatce wzbudziła wiarę w sercu mojej córki, zbliżyła nas do siebie. Rozmawiałyśmy o tym, że modlitwa pomaga jej i widzi, jak Pan działa, po prostu zwyczajnie umacnia w codzienności. Nastolatkom zwykle towarzyszy trudny okres buntu, gdzie atrakcyjni są rówieśnicy, zło przyciąga, jak magnes.

Reasumując, pragnę dodać i umocnić Was, abyście zawsze błogosławili swoje dzieci. One tego potrzebują, potrzebują żywych, autentycznych świadków na modlitwie i w codzienności. A zatem zobowiązania DK to nasza siła do wierności bycia w relacji z Bogiem, a także naszym największym skarbem – współmałżonkiem. Uśmiechnij się!

Niech Pan Wam obficie błogosławi na każdym kroku i w każdym położeniu!
Szczęść Boże.

Irena Szwaba