Krucjata Wyzwolenia Człowieka, nasz styl życia

W Krucjacie Wyzwolenia Człowieka jesteśmy od 30 lat, od czasów oazy młodzieżowej. To wtedy podejmowaliśmy decyzję o wstąpieniu w jej szeregi. Nie wahaliśmy się, gdyż nasze motywacje sprawiały, że tylko taka opcja wchodziła w grę.

Adam
Dla mnie powodem wstąpienia do KWC były pobudki patriotyczne. Cóż więcej mogłem zrobić dla ojczyzny jako młody licealista? Wielokrotnie słyszałem, że naród, który dużo pije, jest łatwy do manipulowania. Przecież już zaborcy wykorzystywali mechanizm rozpijania Polaków. Próbowałem w ten sposób walczyć też ze stereotypem Polaków jako złodziei i pijaków. Stwierdziłem, że choć nie mam w domu problemu alkoholowego, bo rodzice pili z umiarem, zrezygnuję z alkoholu na całe życie. Wiedziałem, ze nie będzie łatwo, bo zbliżały się osiemnaste urodziny moje i kolegów, sezon imprez suto zakrapianych trunkami, potem studniówki. Pamiętam, jak próbowano mnie przekonać do złamania przyrzeczenia, a to ja ostatecznie dobrze się bawiłem, a moi koledzy już po północy przypominali „latawce”. Bardzo dużym wyzwaniem był dla nas ślub i wesele bezalkoholowe, bo innego nie braliśmy pod uwagę. Najpierw trzeba było przekonać rodziców, bo to oni finansowali wesele. Pochodzimy z gór, gdzie wesela robi się duże i nie trwają jeden dzień. Z Bożą pomocą przekonaliśmy ich i naszych gości, że nic nas nie zrazi do zrealizowania planu. Choć nas straszono, uroczystość była udana. Pomogli nam przyjaciele, którzy stali się razem z nami gospodarzami i organizatorami dobrej zabawy. Byliśmy wdzięczni naszym gościom, że uszanowali nasz wybór, a po zabawie przyznali, że ich obawy były bezpodstawne. Po nas było jeszcze dwa wesela bezalkoholowe naszych przyjaciół. Było im raźniej podejmować trud negocjacji z rodziną. Przygoda z weselem bezalkoholowym uświadomiła nam, że poradzimy sobie w dorosłym życiu, a radykalizm w postawie wcale nie jest źle postrzegany przez ludzi. Szanują tych, którzy mają swoje zasady. Bóg też dawał nam siły w codziennych potyczkach ze swoim charakterem i w relacjach z ludźmi. Potwierdzał, że dokonaliśmy dobrego wyboru, pokazując owoce. Moi trzej bracia podążyli moim śladem, w ten sposób pijącymi w rodzinie pozostali tylko rodzice. Szybko i oni zauważyli, że picie nie ma sensu. Czuli się nieswojo, stawiając alkohol na stole, gdy siedziały przy nim niepijące dzieci, synowe. Podjęli abstynencję. Tak jest do dziś. W naszych domach się nie pije.

Beata
Moja motywacja do podjęcia wyzwania abstynencji wynikała z troski o rodzinę. W moim domu piło się alkohol. Zdarzało się nawet, że tato go nadużywał i niejednokrotnie ścieraliśmy się, wytykając sobie swoje postawy. Picie taty nie było jednak najważniejszym powodem wstąpienia do KWC. Ważniejsze były obrazy, które oglądałam w domach koleżanek. Awantury rodzinne. Lęk moich koleżanek przed powrotem do domu. Wizja, że moje dzieci miałyby kiedyś czuć coś podobnego była wystarczającą motywacją, by zrezygnować nawet z picia towarzyskiego i z umiarem. Kiedy poznałam Adama, który miał poglądy podobne do moich, wiedziałam, że damy radę. Owoce podjętego zobowiązania obserwowałam ciągle. Pamiętam dużą imprezę sportową w stolicy. Nocne picie bez końca. Próby namówienia mnie. Zdziwienie, że nie piję, bo oni piją za dużo, w ich intencji. Potem pytania, czy taki post coś daje. Decyzja o zmianie postawy jednego z kolegów. W czasie naszego wesela mój ojciec chrzestny – nałogowy alkoholik, między innymi w intencji którego ofiarowałam KWC – był trzeźwy pierwszy raz od długiego czasu. Nie pił przez cały tydzień po weselu, odmawiając mojemu ojcu, który poczęstował go kieliszkiem wódki. Stwierdził „że skoro dał radę w czasie wesela, to również w czasie sprzątania po nim, poradzi sobie i nie będzie psuł uroczystości młodym. Również moja siostra ze szwagrem, którzy na początku sceptycznie podchodzili do abstynencji, twierdząc, że nam łatwiej, bo nie budujemy domu i nie musimy stawiać wódki robotnikom. Oni nie mogą sobie na to pozwolić. Kiedy zdecydowali się wstąpić w szeregi Domowego Kościoła, podpisali KWC. Doświadczyli szczególnego błogosławieństwa Boga właśnie w czasie budowania domu. Ich robotnikami stali się przyjaciele z Domowego Kościoła. Nie tylko nie wydali na alkohol, ale taniej i w życzliwej atmosferze budowali, czując, że dla Boga nie ma nic niemożliwego.

Warto powiedzieć, jak radzimy sobie w pracy. Nasi uczniowie są zaskoczeni, gdy padnie, że nie pijemy, nie wydajemy pieniędzy na alkohol, modlimy się za pijących. Że tak było od zawsze. Że nie znamy smaku alkoholu i nie tęsknimy za nim, bo nie musimy używać znieczulenia alkoholowego, by się dobrze bawić. Koledzy z pracy akceptują nas z naszym „ dziwactwem”. Kiedy na pierwszym wyjeździe integracyjnym byliśmy jedynymi, którzy całą noc dobrze się bawili, bez kropli alkoholu, mimo że wylało się go morze, rano z niedowierzaniem dopytywano, dlaczego, czy choroba, czy leki, a może AA. Nasze szczere odpowiedzi, że jesteśmy w KWC, nie piliśmy nawet na swoim weselu sprawiły, że jedna z koleżanek spróbowała nie pić przez miesiąc, by udowodnić sobie, że ma charakter. Ludzie z reguły reagują na naszą abstynencję zdziwieniem, niedowierzaniem, ale ostatecznie akceptacją i szacunkiem. Tak działa Bóg! Wspiera i prowadzi.

Chwała Panu.

 Beata i Adam Gościńscy